FANDOM


Autor: Mustafar29
Fanon kanoniczny
Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…
Przypadki mistrza feela
Przypadki mistrza Feela: Epizod 15 – Sekrety Shmi Skywalker


Wiedziała, co musiała zrobić, lecz nie wiedziała, czy była gotowa. Królestwo odwołało ją od władzy. Jej syn zdradził i zabił prawie cały zakon Jedi. Na szczęście na jej drodze pojawił się ten tajemniczy mężczyzna. Shmi obiło się o uszy, że współpracał z Nową Federacją, jednak nie była pewna, czy to prawda.
Tatooine była piękną planetą. Miała aż dwa słońca, a to się ceni. Shmi przypomniała sobie swoje dzieciństwo. Swą współpracę z Sithami. Dopiero niedawno dowiedziała się, że jest wrażliwa na Moc — stało się to podczas konwersacji z mistrzem Feelem. Wtedy to właśnie Królestwo się jej wyparło.
Stanęła. Przed nią był dom Obi-Wana Kenobiego. Shmi chciała zgłębić tajniki Mocy, aby móc ratować biedniejszych od siebie. Tajemniczy sojusznik obiecał, że będzie ją szkolić. Rozkazał jednak jej zdobyć miecz świetlny, a że nie chciało jej się szukać kybera w galaktyce, postanowiła spytać jej starego znajomego, czy nie posiadał jednego na zbyciu.
— Shmi, moja droga! — powitał ją Obi-Wan. — Co się tu sprowadza?
— Witaj, Obi-Wanie, niech Moc będzie z tobą — ucieszyła się Skywalkera z dumą. — Pomożesz mi?
— Jeśli mi się uda, kochana, spróbuję.
— Potrzebuję miecza świetlnego — oznajmiła kobieta. — Muszę zgłębić tajniki Mocy.
Obi-Wan spoważniał.
— Shmi, moja droga, ja… nie mam zbyt…
— Widzę, że kłamiesz. Masz ten miecz?
— A tak, tak, ale… hmm… ja go trzymam dla twojego wnuka, Luke'a.
— Wybornie! — Shmi aż podskoczyła. — Dam mu go na jego roczek!
— Ale on ma już osiemnaście lat… No, dobrze, dam ci ten miecz, ale obiecaj, że nikomu o tym nie piśniesz.
— Of kors.
Kenobi podszedł do stolika, otworzył szufladę i podał kobiecie miecz świetlny niegdyś należący do jej syna, Anakina.
— Shmi, mam do ciebie pytanie.
— Słucham — odpowiedziała Skywalkera.
— Podobno od pół roku jesteś królową Królestwa Galaktycznego.
— Tak… zawahała się kobieta — byłam, raczej byłam. Ty też zaraz będziesz był!
Shmi zapaliła miecz świetlny i wymierzyła go w kierunku sędziwego Jedi.

Border


Ponownie szła przed siebie. Tym razem również na Tatooine. Nie wiedziała, z kim przyjdzie jej walczyć. Miała jednak zaufanie do swego nowego mistrza. Miecz świetlny mocno trzymała w garści. Miała świadomość, ze przed laty używał go jej syn.
— Zdrajco! — odezwał się ktoś za nią.
— Nie wierzę, że to ty! — powiedział znany jej głos kobiecy.
Obróciła się, mrugnęła dwa razy.
— Aldebara, słuchaj… — zamilkła chwilowo. — Nie musimy walczyć, naprawdę!
— Dałaś się pochłonąć ciemnej stronie — krzyknął Luck. — Wróć! Shmi, wróć!
Shmi popatrzyła, jak jej dawni przyjaciele zapalali miecze świetlne. Ona zrobiła to samo.
— Pamiętasz, czego cię uczyłem? — spytał Luck z uśmiechem na twarzy.
— W rzeczy samej — odparł Feel.
Pojedynek rozpoczął się. Luck Spaceman próbował zaatakować rywalkę od tyłu, a mistrz Feel zajmował się jej przodem. Ich miecze krzyżowały się szybko. W pewnym momencie Gunganin postanowił obronić swego mistrza, który — bądź co bądź — był już w podeszłym wieku. Feel podskoczył, robiąc w powietrzu fikołka. Spadł.
— Moje ucho! — Rozległ się przeraźliwy krzyk.
— Nie wymiękasz jeszcze, Spaceman? — spytała Skywalkera ironicznie. — Masz już dość?
— Mam dość, tak, mam dość. Nie mam już siły. Nie przetrwam — wyszeptał Luck, a niebieska klinga miecza Shmi przeszyła jego ramię.
Krwawiący Jedi padł na ziemię, a z jego rany lał się dym spalenizny.
— To już koniec — kobieta spoważniała.
Tuż za sobą poczuła klingę miecza.
— To jeszcze nie koniec — uśmiechnęła się Aldebara.
Pojedynek rozpoczął się na nowo. Aldebara nie była co prawda osobą wyszkoloną w Mocy. Nie wiadomo również, czy była na nią wrażliwa. Stanęła. Mistrz Feel podszedł do Lucka. Pomasował mu rękę oraz wstępnie opatrzył ranę. Sam jednak nie miał obu uszu, więc nie nadawał się do walki.
— Poddajesz się? — spytała dawna królowa, przykładając swój miecz do szyi Aldebary.
— Wolę zginąć z honorem niż się do ciebie przyłączyć.
Mężczyźni leżący na ziemi objęli się wzrokiem. Otworzyli usta. Wiedzieli, co żona Feela miała na myśli.
I w rzeczy samej. Aldebara była bardziej honorowa niż trzeźwo myśląca. Złapała dłoń Shmi i przechyliła miecz rywalki ku swojej szyi, samodzielnie wymierzając sobie wyrok śmierci. Tradycyjnie rozległ się głośny krzyk „nieee”. Było za późno. Oczywiście: Zabraczka mogła wziąć i przechylić miecz Skywalkery w jej stronę, ale nie: ona wolała zabić samą siebie.
Nadleciał prom. Wylądował, sypiąc piaskiem po oczach obu Jedi. Z okrętu wyszła zakapturzona postać.
— A o to i jest mój nowy mentor! — krzyknęła Shmi, pochłonięta ciemną stroną.
Tajemnicza postać zdjęła kaptur.
— Darth Shpanner — rozległy się słowa z ust Lucka.


W następnej części ujrzymy ciąg dalszy tego niezwykłego pojedynku!